Menu

LEKKIE PIÓRA

Jak rozwijać w dzieciach wyobraźnię, wrażliwość i kreatywność? Literatura dla dzieci - recenzje i opowiadania.

"Mity dla dzieci", Grzegorz Kasdepke

lekkiepiora

Mity_dla_dzieci"Mity dla dzieci" to zaproszenie do mitologii greckiej dla dzieci w wieku 10-12 lat, które wystosował do swoich czytelników Grzegorz Kasdepke dzięki wydawnictwu Literatura. Wcześniej nie polecam, bo jak wiadomo dzisiejszemu dziecku trudno zrozumieć dosłowną logikę mitologicznych opowieści. Ojciec, który połyka własne dzieci lub serwuje ciało syna jako posiłek na uczcie bogów; sprytny Syzyf, który próbuje kombinacjami i kłamstwem przechytrzyć Zeusa i Hadesa; Narcyz, który tak zakochał się we własnym obliczu, że podziwiając je umarł z głodu; Hera przymykająca oko na niezliczone romanse męża i liczne kochanki porywane przez niego i więzione w specjalnie do tego celu zbudowanych pałacach lub urządzonych grotach; całe szeregi dzieci poczętych z dziwnych związków i niestandardowych relacji różnopłciowych. Nie jest łatwo rozmawiać współcześnie o mitologii nie odwołując się do symboliki i metafizyki, a z tym z dzieckiem z piątej klasy szkoły podstawowej może być trudno. Tak, czy inaczej musimy. Bo mitologia jest na tym etapie edukacji w spisie lektur. Oczywiście chodzi tu o „Mitologię” Jana Parandowskiego. Ale obecnie dzieci nie bardzo dają sobie radę, żeby przez nią przebrnąć. Moje pokolenie czytało ją bezdyskusyjnie i nawet części z nas się podobała. Byliśmy jednak chyba wtedy trochę starsi…

Dziś nasze dzieci muszą się z nią zmierzyć mając 11 lat i w tej sytuacji książka Grzegorza Kasdepke jest naprawdę bardzo dobrą alternatywą. Autorem jest uznany mistrz książek edukacyjnych dla dzieci, który ma ich w swoim dorobku ponad 50. Większość z nich to naprawdę udane i poczytne pozycje, które pozwalają przyswoić dzieciom wiedzę w ciekawy i prosty sposób z wielu dziedzin kultury i nauki. „Mity dla dzieci” są jedną z nich. Oswajają młodych czytelników z trudną i zawiłą tematyką w przystępny sposób. Mity są napisane uwspółcześnionym językiem, z którym bez trudu dzieci sobie radzą. Historie ubarwione są krótkimi opisami i dialogami, nadającymi opowieściom mitologicznym więcej dynamiki i życia. Łatwiej puścić wodze wyobraźni i znaleźć się w świecie bogów i ludzi starożytnej Grecji; łatwiej zrozumieć motywy, którymi kierowali się główni bohaterowie i łatwiej odnaleźć się w trudnych koligacjach rodzinnych mieszkańców Olimpu. Łatwiej tym bardziej, że mity opatrzone są kolorowymi ilustracjami Ewy Poklewskiej-Koziełło.

Tą książką możemy ułatwić naszym dzieciom życie. Dziękuję Pani Nauczycielce, która podsunęła rodzicom swoich uczniów ten pomysł. Może dzięki temu świat mitologii ich nie odstraszy…

 

ZAPRASZAM DO GRONA STAŁYCH CZYTELNIKÓW lekkiepiora.pl

"Momo", Michael Ende

lekkiepiora

UWAGA! RECENZJA ZAWIERA STRESZCZENIE. JEST OZNACZONE KURSYWĄ.

MomoDzisiaj o Momo. Ale nie o tej złowrogiej - „Momo Challenge”, która kradnie i czas, i umysły naszych dzieci. Dziś o Momo – dziewczynce, która uratowała świat zwracając ludziom uśmiech; głównej bohaterce klasyki literatury dziecięcej, czyli powieści Michaela Endego pt.: „Momo, czyli osobliwa historia o złodziejach czasu i dziecku, które zwróciło ludziom skradziony im czas”. Ale od początku…

Momo pojawiła się tak naprawdę znikąd i zamieszkała w opuszczonym starożytnym amfiteatrze w jednym z włoskich miast. Była obdarzona szczególną zdolnością – pomimo swojego dziecięcego wieku umiała słuchać jak nikt. Miała więc grono licznych przyjaciół, którzy słuchając własnych słów podczas snutych przed nią opowieści rozwiązywali swoje problemy i wpadali na najlepsze pomysły. I dorośli, i dzieci. „Idźże do Momo” – to najprostsza rada, jaką sobie wzajemnie dawali i najskuteczniejsza. Do czasu. Niespodziewanie w mieście pojawili się dziwni panowie o szarych twarzach, w szarych garniturach i szarych kapeluszach z nieodłącznym cygarem w ustach, którzy zachęcali mieszkańców do oszczędzania czasu i odkładania go w formie kapitału na później. Ich rozmówcy zaczęli przekonywać się do tego pomysłu i tak rezygnowali z części swoich codziennych zajęć, na rzecz efektywniejszego wykorzystania czasu. Nie spotykali się więc z przyjaciółmi, nie rozmawiali podczas pracy, nie spędzali czasu ze swoimi rodzicami i dziećmi, nie odwiedzali Momo, nie chodzili do restauracji ale do barów szybkiej obsługi, popędzając się wzajemnie i ciągle spiesząc. Oddawali się pracy bez wytchnienia, wykonywali tylko czynności przynoszące praktyczne korzyści i nie pozwalali bawić się swoim dzieciom, w zamian za to oferując tylko ciągłe zajęcia edukacyjne. I tak z każdym dniem stawali się coraz bardziej sfrustrowani i zdenerwowani, a zaoszczędzony czas w dziwny sposób znikał. O tym, co się z nim dzieje dowiedziała się właśnie Momo – otóż „szarzy panowie” kradli zaoszczędzony przez ludzi czas. Był im potrzebny do życia. Wiedza ta postawiła dziewczynkę w wielkim niebezpieczeństwie. „Szarzy panowie” uznali ją za wroga. Dziewczynka schroniła się więc, dzięki pomocy żółwicy Kasjopei, u Mistrza Hory – pana czasu, który nim zarządzał. Tam poznała tajemnicę Kwiatów Jednej Godziny, które po zrabowaniu przez „szarych panów” były suszone i przerabiane na cygara. To właśnie paląc je „szarzy panowie” utrzymywali się przy życiu. Poznając tę prawdę Momo ściągnęła na siebie zemstę złodziei czasu. Postanowili odebrać jej wszystkich przyjaciół, łącznie z dwoma najbliższymi: Beppo i Gigi, aby wymóc w ten sposób na niej obietnicę doprowadzenia do Domu Nigdy w Zaułku Nigdy, gdzie mogliby pokonać Mistrza Horę i przejąć władzę nad czasem wszystkich ludzi. Momo jednak w porozumieniu z owym Mistrzem doprowadziła do klęski „szarych panów”, którzy pozbawieni swych cygar rozpłynęli się w powietrzu, a ludzie znowu odzyskali swój czas i radość życia.

Fabuła na pierwszy rzut oka wydaje się skomplikowana, ale w rzeczywistości tak nie jest. Jest co prawda snuta z dużą dozą fantazji, ale poddaje się zasadom ciągu przyczynowo-skutkowego, choć osadzonego w świecie wyobraźni. Abstrakcyjny czas został tu zmaterializowany w postaci rozkwitających i więdnących Kwiatów Jednej Godziny, a każdy z nich jest inny. Pomaga to trochę uświadomić dzieciom istotę przemijania i brak możliwości odzyskiwania czasu, czyli Heraklitowe „nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki”. To dla nich trudne, bo ze swej natury dzieci nie poddają się presji czasu, wierząc w cudowną możliwość jego rozciągania i powtarzania. Dyscypliny czasu uczą się od nas, a my poddajemy się owej presji z kolei bardzo łatwo…

Ale dla mnie powieść Endego nie jest tylko o czasie, ale o jego optymalizacji. Znając jego wartość, staramy się go efektywnie wykorzystać i tej efektywności podporządkowujemy swoje życie. Rzecz w tym, że dla każdego z nas ta efektywność mierzona jest w innych „jednostkach”. Dla jednych z nas będą to dobra materialne, dla innych relacje międzyludzkie, możliwość autorefleksji, samodoskonalenie, gromadzenie wiedzy i umiejętności, a nawet troska o innych i poświęcenie dla nich. Czy zatem Kasa Oszczędzania Czasu tak naprawdę kradnie ludziom czas? Raczej kradnie cząstkę ich samych. Ta podejrzana organizacja dla własnych interesów manipuluje ludźmi – stawia swoim ofiarom cele, które nie są do końca ich celami, zmuszając ich tym samym do rezygnacji z własnych priorytetów i przebudowania hierarchii potrzeb i wartości. Ludzie, zmanipulowani obietnicą bliżej nieokreślonych zysków, koncentrują się na narzuconych im podstępnie ideach i ponosząc wyrzeczenia, tracą radość i sens życia. A na dodatek obiecany zysk zgarniają „złodzieje” i puszczają z dymem cygar.

Byłaby to smutna lekcja dla naszych dzieci, gdyby Momo nie uratowała świata. Na szczęście zrobiła to, i to dzięki swojej szczególnej umiejętności słuchania, która pozwalała jej zapoznać się w punktem widzenia słuchacza, ale jednocześnie nie przyjmować go za własny. Nie pozwoliła się zmanipulować „szarym panom”, bo zachowała swoją duchową odrębność, nie poddała się ślepo ich pozornie przekonującym wywodom. Nie wierzyła im bezkrytycznie, poddała ich słowa w wątpliwość i postanowiła stanąć po stronie swoich racji. A zrobiła to, ponieważ miała własne przekonania. Sądzę, że tego właśnie powinniśmy uczyć swoje dzieci.

 

ZAPRASZAM DO GRONA STAŁYCH CZYTELNIKÓW lekkiepiora.pl

Godność, empatia, konsekwencje, konflikt, kompromis

lekkiepiora

IMG_004013 października 2018 poprowadziłam w Miejskim Ośrodku Kultury w Kobyłce w ramach Dziecięcej Akademii Nauki wykład pt. „Filozofia i etyka – TRUDNE SŁOWA”. Z prawdziwą przyjemnością przybliżyłam zgromadzonym słuchaczom Akademii w wieku 6-11 lat istotę kilku pojęć z tego zakresu. Dziękuję im za uwagę, aktywność, dociekliwość i pomysłowość oraz prawdziwe zaangażowanie w odgrywanie zaaranżowanych scenek, dzięki którym mogli potrenować „prawie” w praktyce nabyte teoretyczne umiejętności. Brawo za odwagę, wyobraźnię i kreatywność!

 Jak zwykle młodzi słuchacze zaskoczyli mnie swoim świeżym spojrzeniem i pomysłami „oczywistych” rozwiązań problemów, które dla nas – dorosłych – nie są takie oczywiste. Znowu czegoś się nauczyłam dzięki nim. Mam nadzieję, że i oni nauczyli się czegoś ode mnie ;)

 GODNOŚĆ

Pojęcie godności należy rozważać w trzech kontekstach. Pierwszym z nic jest godność rozumiana jako wartość obiektywna, dotycząca absolutnie każdego człowieka. Prawo do niej przynależy każdemu, bez względu na pochodzenie, miejsce w społeczeństwie, wykształcenie, wyznawane poglądy i religię; bez względu na kolor skóry, miejsce na Ziemi, status materialny i płeć. Poszanowanie godności należy się każdemu z tego prostego powodu, że jest człowiekiem. Nie szanując godności innych, odbieramy ją tym samym sobie. Bo to człowieczeństwo właśnie w sposób niekwestionowany nadaje nam godność. W rozumieniu jej kształtu pomocna jest złota zasada etyki: traktuj innych tak, jak sam byś chciał być traktowany.

Trochę inaczej wygląda to w przypadku poczucia godności. Jest ono wartością subiektywną, ponieważ zależy tylko i wyłącznie od indywidualnego postrzegania rzeczywistości. To my wyznaczamy niejako zakres, który jest dla nas „zestawem obowiązkowym” w rozumieniu tego, co jest dla nas niezbędne, abyśmy nie czuli się upokarzani. Zależy to od naszego charakteru, psychiki, stopnia wrażliwości, wychowania i okoliczności, i może się zmieniać z biegiem lat. W tym miejscu trzeba jednak zwrócić uwagę na pułapki, które może zastawiać dla nas nasze ego. A mianowicie musimy umieć odróżnić nasze poczucie godności od nieuzasadnionego uporu, nieumiejętności przyjmowania konstruktywnej krytyki i przyznania się do błędu oraz ciągłej potrzeby bycia najlepszym.

A kto jest człowiekiem „godnym”? To z kolei cecha nadawana nam przez innych w oparciu o nasze postępowanie. Najczęściej za człowieka godnego uważa się człowieka zawsze postępującego zgodnie z własnymi wartościami, który nie zwraca uwagi na doraźne korzyści i broni swojej indywidualności, a przy tym panuje nad emocjami.

EMPATIA

To zdolność wyobrażenia sobie tego, co czuje w danym momencie inny człowiek. Prawda jest taka, że trzeba to po prostu poczuć. Nie można się wyuczyć algorytmu postepowania, ponieważ tak naprawdę każda sytuacja, każde cierpienie i zmartwienie są inne. To, co dla jednych będzie traumatycznym przeżyciem, dla innych może okazać się jedynie chwilową niedogodnością. Nie do końca więc możemy posiłkować się własnymi doświadczeniami. A więc do wykształcenia poczucia empatii potrzeba nam sporej dawki emocjonalnej wyobraźni. Niektórzy po prostu się z nią rodzą, u innych trzeba ją rozwinąć.

KONSEKWENCJE

Są częścią ciągu przyczynowo-skutkowego, są rezultatem jakiegoś zdarzenia lub działania. Odwołując się do życiowego doświadczenia możemy je przewidzieć. Posiłkujemy się przy tym umiejętnością oszacowania prawdopodobieństwa. Tak naprawdę, większość naszych decyzji opiera się na niej. Warto więc ją w sobie doskonalić i uczyć jej swoje dzieci. Choć ciąg przyczynowo-skutkowy stosunkowo łatwo jest przez dziecko uświadamiany, to jednak zastosowanie tej "świadomości" w praktyce często zawodzi.

KONFLIKT

Inaczej spór, zatarg, kłótnia, awantura, sprzeczka, starcie, utarczka i niestety: wojna. To niezgodność, sprzeczność interesów lub poglądów. Jest stałym elementem ludzkiego współżycia. Najważniejsze to nie udawać, że go nie ma, ale gdy mamy z nim do czynienia warto po prostu go rozwiązać.

KOMPROMIS

Jest jedną z metod rozwiązywania konfliktu. Nie zawsze idealną, ale czasami jedyną. Jest to porozumienie osiągnięte w wyniku wzajemnych ustępstw. Oznacza konieczność rezygnacji z części naszych interesów. Najczęściej rezygnujemy z tych mniej dla nas ważnych, a gdy musimy całkowicie zrezygnować z naszych priorytetów – traci sens.

 

ZAPRASZAM DO GRONA STAŁYCH CZYTELNIKÓW lekkiepiora.pl

 

 

"Bajki filozoficzne", Michel Piquemal

lekkiepiora

Bajki_filozoficznePogoda nastraja refleksyjnie – żółkną liście, skrząc się złotem w promieniach jesiennego słońca i szeleszcząc w delikatnych podmuchach odchodzącego lata. Długie wieczory, filiżanka gorącej herbaty i garść przypowieści z kultury Wschodu i Zachodu, które dadzą początek długim, twórczym rozmowom. Jesień to idealna pora na „Bajki filozoficzne” Michela Piquemala.

Jest to pierwsza niewielkich rozmiarów książeczka z serii bajek filozoficznych tego autora wydawnictwa Muchomor. Po niej ukazały się jeszcze: „Bajki filozoficzne. Jak żyć razem?”, „Bajki filozoficzne. Jak żyć na ziemi?”, „Bajki filozoficzne. Świat mitologii” oraz „Bajki filozoficzne. Opowieści mędrca Sofiosa”. Większość skonstruowana jest według tej samej reguły – autor przytacza wybraną przypowieść, opatrzoną tytułem i słowami-kluczami, przybliżającymi jej tematykę oraz komentarzem „W pracowni filozofa”.

Zawsze na początku znajdziemy opowieść, najczęściej przekazywaną z ust do ust, choć czasami wywodzącą się bezpośrednio z literatury, sięgającą korzeniami różnych kultur i różnych religii. Jest wśród nich bajka opowiedziana przez Schopenhauera o jeżozwierzach, które aby się rozgrzać w zimowy dzień, tulą się do siebie i tym samym kłują swoimi kolcami – szukają więc odpowiedniego dystansu, który pozwoli im na zatrzymanie ciepła, a jednocześnie nie będzie przynosił cierpienia. Jest bajka perska o ojcu, synu i ośle, którzy w różnych konfiguracjach odwiedzają bazar i zawsze spotykają się ludzkimi obmowami, która uczy aby nie przejmować się zdaniem innych, ponieważ bez względu na to, co zrobisz i tak zawsze ktoś podda cię krytyce. Jest też historia rodem z Indii uświadamiająca dualizm świata, czyli nierozerwalne istnienie dobra i zła. Jest tych opowieści wiele. Po każdej następuje krótki komentarz autora serii i garść pytań, na które warto poszukać odpowiedzi. Nie zawsze je znajdziemy, bez względu na to, czy sami, czy z dzieckiem. Ale też taka jest specyfika filozofii. To nauka zadawania pytań i dociekania sedna egzystencji. I nie jest ważne, czy można na nie odpowiedzieć. To stawianie problemu, a nie za wszelką cenę rozwiązanie go. Istotą jest samo poddawanie w wątpliwość, które inspiruje do rozmyślań i poszukiwań. Wnioski najczęściej dla każdego są inne. Zależą od własnej hierarchii wartości, indywidualnych możliwości zmysłowego i rozumowego poznania. Stąd taka ilość różnych koncepcji filozoficznych. Dlatego nie narzucajmy dziecku własnych odpowiedzi. Możemy mu pomóc pytaniami w prowadzonym przez nie toku myślenia, ale nie kanalizujmy go w koryto rzeki własnych przemyśleń. Możemy oczywiście się z nimi podzielić, ale najlepiej wtedy, kiedy już poznamy jego pomysły. Bagaż doświadczeń życiowych naszego dziecka nie dorównuje ilościowo naszemu, bo wiąże się z czasem, w którym był gromadzony. Jakościowo może nas jednak zadziwić, bo w tym wieku jest jeszcze kolekcjonowany ze szczególną uwagą. Po prostu wszystko jest jeszcze ważne, nie tylko to co użyteczne…

Wracając do książeczek. Są niewielkich rozmiarów, z twardą, kolorową okładką i niewielkimi ilustracjami w odcieniach szarości. Zawierają bajki afrykańskie, chińskie, europejskie, żydowskie, ze Środkowego i Bliskiego Wschodu, z Indii.  Są opowieści zen, z tradycji hinduizmu, buddyzmu i filozofii zachodnioeuropejskiej oraz oczywiście mity greckie, zwłaszcza w tomie „Bajki filozoficzne. Świat mitologii”. Dotyczą różnej tematyki i mogą inspirować do rozmowy na wiele tematów. Niekoniecznie trzeba podążać tropem komentarza Michela Piquemala. Jest on raczej wskazówką i ma za zadanie skłonić czytelnika do poszukiwania odniesień do  własnej rzeczywistości dziecka – rodzinnej, szkolnej czy „podwórkowej”. W ten sposób będziemy mogli porozmawiać o prawdzie, sprawiedliwości, godności, empatii, lęku, pogodzie ducha, równości, zazdrości i wielu innych „rzeczownikach abstrakcyjnych”. To też stwarza doskonałą okazję do lepszego poznania własnego dziecka, rozpoznania etapu jego psychologicznego rozwoju, zorientowania się w jego potrzebach duchowych i umiejętności poznawania świata. To nieoceniona możliwość wartościowej rozmowy na tematy nieco bardziej skomplikowane niż przysłowiowe „Jak było w szkole?” rzucone przy stole między jednym, a drugim kęsem obiadu. To szansa na to, aby dziecko komentując usłyszane przypowieści odkryło nam siebie, pokazało jak naprawdę postrzega swoją codzienność, jak wyglądają jego relacje z rówieśnikami i czy potrafi się w nich odnaleźć. Dajmy sobie i jemu tę szansę!

 

ZAPRASZAM DO GRONA STAŁYCH CZYTELNIKÓW lekkiepiora.pl

"Był sobie pies", W. Bruce Cameron

lekkiepiora

UWAGA! RECENZJA ZAWIERA STRESZCZENIE. JEST OZNACZONE KURSYWĄ.

Byl_sobie_piesDla odmiany - coś o miłości. O przyjaźni, przywiązaniu, lojalności, trosce  i poświęceniu w tym naprawdę „pomerdanym” świecie. A więc o tym, co najważniejsze z perspektywy psich oczu i psiego serca. Ale nie tylko…

„Był sobie pies” W. Bruce’a Camerona to opowieść o psie, a raczej snuta przez psa, bo to on jest narratorem powieści. I właściwie o czterech psach, chociaż tak naprawdę o jednym – poznajemy bowiem losy czterech wcieleń tego samego psa, którego dusza przez lata zamieszkuje w czterech różnych ciałach. Pierwszy z nich jest kundelkiem o imieniu Toby, który urodził się w lesie nieopodal wioski wraz z trójką swojego rodzeństwa. Schwytany przez ludzi pracujących w schronisku dla psów, znajduje opiekę na miarę możliwości instytucji, która wkrótce traci licencję na prowadzenie swojej działalności. Na skutek tego zdarzenia oraz problemów z gojeniem chorej łapy, Toby zostaje uśpiony. Odradza się w ciele szczeniaka goldena retrievera, który przychodzi na świat w hodowli psów. Gdy tylko przestaje ssać mleko matki, ucieka i znajduje miłość w domu Ethana – ośmioletniego chłopca. Tak rodzi się przyjaźń, która przetrwa do końca życia, a nawet dłużej…

Szczeniak otrzymuje imię Bailey i staje się najlepszym przyjacielem Ethana. Towarzyszy mu podczas dorastania, osładzając swoją obecnością trudne chwile – wypadek, okaleczenie, rozwód rodziców, zakończenie pierwszej miłości. Każdego dnia Ethan poświęca mu swój czas i oddaje serce. Gdy chłopiec dorasta i wyjeżdża na studia, Bailey pozostaje na farmie, pod opieką dziadka swojego pana. Zawsze jednak czeka na jego powrót i cieszy się z jego obecności podczas wszystkich przerw w nauce. Kiedy umiera, czeka do momentu, w którym jeszcze raz będzie mógł go zobaczyć . „Z rozkoszy miłości, którą czułem od chłopca, zamknąłem oczy. I właśnie wtedy cały ból ot tak minął…” – relacjonuje narrator. I za chwilę: „znów poczułem się jak pełen życia i radości szczeniaczek”.

Tak narodziła się Ellie – owczarek niemiecki, pies policyjny. Opieką nad nią i jej tresurą zajmuje się Jakob, który próbuje się podźwignąć z depresji po śmierci żony. Jako zespół ratują zaginionych i poszukują przestępców. Podczas jednej z akcji Jakob zostaje ranny i przechodzi na emeryturę. Opiekę nad psem przejmuje Maya. Obie wyjeżdżają na akcję ratowniczą po trzęsieniu ziemi. Ellie odnajduje pod gruzami żywego człowieka, ale pod wpływem wypadku traci węch. Nie jest już w stanie pełnić służby. Tym razem to ona przechodzi na emeryturę i starość spędza w domu kochającej ją opiekunki.

Przez całe swoje życie w ciele Ellie pies-narrator tęskni za Ethanem. Odnajduje go w późniejszym wcieleniu, które na początku było dla niego trudnym doświadczeniem. Kupiony z hodowli na prezent-niespodziankę szybko podzielił los psa, z którym nie wiadomo co zrobić. Przykuty łańcuchem do budy, bez świeżej wody do picia i regularnie podawanej karmy cierpiał w samotności i tęsknił za chłopcem, którego tak pokochał w jednym z poprzednich wcieleń. Ostatecznie wywieziony do lasu i wypuszczony na wolność przypadkowo trafił na farmę, w której spotkał Ethana. Ethan nie był już chłopcem, ale starzejącym się mężczyzną, którego życie nie potoczyło się tak jak sobie wmarzył. U schyłku życia jednak, za sprawą Koleżki, czyli dawnego Baileya, Ethan odnalazł miłość i znalazł spełnienie. Kiedy umarł, Koleżka-Bailey poczuł spokój i pewność, że wszystkie jego wcielenia potoczyły się właśnie w ten sposób, aby tak się stało.

Książka nie będzie dla dziecka łatwą lekturą. Jest w niej dużo ciepła i szczęścia, ale też refleksji i zwyczajnego smutku. Mam wrażenie, że jednym z jej zadań jest oswojenie dziecka z upływem czasu, ze starzeniem się i ze śmiercią pupila, która wcześniej, czy później przyjdzie. Sposób przedstawienia problemu, ciągłe odradzanie się psiej duszy i poszukiwanie sensu życia w kolejnych wcieleniach, daje szansę znalezienia pocieszenia i przekonanie, że przyjaźń z psem nie jest tylko dozgonna, ale ponadczasowa; że trwa, dopóki my trwamy. Jest też próbą oswojenia ze śmiercią w ogóle – umiera, i to kilkakrotnie, nie tylko narrator-pies, ale umierają też drugoplanowi bohaterowie, a ich śmierć wpływa na życie ich najbliższych.

Autor nie „słodzi” w swojej powieści życia. Pokazuje, że jego koleje są dziwne i pogmatwane, a „ten świat  jest naprawdę pomerdany”, jak ostrzega podtytuł. Postaci naszkicowane w powieści to zarówno bohaterowie pozytywni, jak i negatywni, kierują nimi dobre i złe intencje, odnoszą sukcesy, ale również doznają porażek, a życie czasami układa się inaczej, niż by sobie tego życzyli. Mimo wszystko nie można powiedzieć o tej książce, że jest przygnębiająca. Jest w niej jakiś optymistyczny nastrój. Może to zasługa prostego języka, który nawet o sprawach trudnych mówi tak „po prostu”, nie nadyma się, ani nie zieje smutkiem? A może tak jest za sprawą wszechogarniającej miłości – psiego przywiązania i lojalności za każdą cenę i wrażliwości ludzi o otwartych sercach, którzy potrafią ją przyjąć?  Bo miłość trzeba umieć nie tylko dawać, ale również przyjmować…

Tak. „Był sobie pies” to książka o miłości. Przewija się ona nie tylko w psim, ale i w ludzkim sercu. Dlatego odkrywamy ją w różnych relacjach: pies – człowiek, człowiek – pies, człowiek-człowiek, a nawet pies-pies. Poznajemy ją we wszystkich jej kolorach. Jest i ta bezwarunkowa, jak i ta bardziej skomplikowana; ta spełniona i odwzajemniona; i ta, która boli. To opowieść o miłości aż do śmierci, a nawet – po. To dlatego śmierć w niej nie przytłacza. Bo miłość może pokonać wszystko.

 

ZAPRASZAM DO GRONA STAŁYCH CZYTELNIKÓW lekkiepiora.pl

© LEKKIE PIÓRA
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci